Po uroczystościach upamiętniających rocznicę Rzezi Wołyńskiej z udziałem szefa Instytutu Pamięci Narodowej Karola Nawrockiego wybuchł skandal. Powodem było to, że podczas oficjalnych uroczystości we wsi Radruż w Podkarpackiem część ukraińskich pochówków na miejscowym cmentarzu zakryto siatkami maskującymi.
Jak wiadomo, 11 lipca, Karol Nawrocki przybył do wsi Radruż na Podkarpaciu, gdzie wziął udział w uroczystościach z okazji rocznicy Rzezi Wołyńskiej. Uroczystości odbywały się przy cerkwi greckokatolickiej pw. św. Paraskiewy z XVII wieku, która znajduje się na terenie starego ukraińskiego cmentarza. Jednak po publikacji zdjęć z wydarzenia ukraińscy historycy zwrócili uwagę na obiekty w tle, przykryte wojskowymi siatkami maskującymi. Później okazało się, że pod nimi znajdowały się krzyże ukraińskich mogił.
Na sytuację zareagował historyk i poseł Wołodymyr Wiatrowycz na swojej stronie na Facebooku:
Po publikacji tego wpisu, polski historyk Piotr Zubrecki zauważył, że prace renowacyjne nad ukraińskimi nagrobkami prowadzi Muzeum Kresów w Lubaczowie od 2016 roku. W Radrużu znajduje się około 500 nagrobków, z których do tej pory odrestaurowano 300, a kolejne 43 zostaną odrestaurowane w tym roku.
Co deklarują ukraińscy badacze
Choć informują, że prace nad renowacją starszej części cmentarza jeszcze nie zakończyły się, w mediach społecznościowych wybuchła fala oburzenia. W szczególności na sytuację zwróciły uwagę przedstawiciele projektu "Ukraina Incognita". W poście na stronie organizacja społeczna stwierdziła, że miejsce wydarzenia zostało wybrane nieprzypadkowo.
Natomiast po wyjeździe oficjalnej delegacji miejsce wydarzenia odwiedził polski badacz Tomasz Bartycki. Opublikowane przez niego zdjęcia potwierdziły, że pod siatkami maskującymi faktycznie znajdowały się krzyże i nagrobki ukraińskiego cmentarza.
"Szczyt cynizmu": reakcja założyciela „Ukraina Incognita”
Swoje oburzenie sytuacją wyraził założyciel projektu „Ukraina Incognita” Roman Malenko. W wpisie w mediach społecznościowych skrytykował przeprowadzenie uroczystości upamiętniających na terenie starego ukraińskiego cmentarza w Radruży oraz ukrywanie części pochówków pod siatkami maskującymi. Jego zdaniem, szczególnie kontrowersyjne jest to, że wydarzenie odbyło się we wsi, która do II wojny światowej była w większości ukraińska, a jej rdzenni mieszkańcy zostali później deportowani. Malenko nazwał takie działania brakiem szacunku dla pamięci Ukraińców, którzy żyli na tych ziemiach.
Dyskusja o pamięci historycznej
Skandal w Radruży wywołał ożywioną dyskusję nie tylko w środowisku historyków, ale także wśród internautów. Wielu komentujących zwróciło uwagę nie tylko na sam fakt ukrywania ukraińskich mogił pod siatkami maskującymi, ale także na szerszy kontekst historyczny polsko-ukraińskich stosunków.
Jednym z najczęściej pojawiających się stał się wpis użytkownika Facebook, prowadzący stronę pod nazwiskiem Jan Kowalski. Zakwestionował on samo określenie wydarzeń na Wołyniu jako „tragedii”, nazywając je częścią szerszego polsko-ukraińskiego konfliktu z pierwszej połowy XX wieku. Autor utrzymywał również, że przyczyny konfrontacji etnicznej należy szukać w polityce II Rzeczypospolitej wobec ludności ukraińskiej oraz w nierówności społecznej między przesiedlonymi polskimi osadnikami a miejscowymi Ukraińcami.
Wiele wpisów dotyczyło również powojennych deportacji Ukraińców z Łemkowszczyzny, Nadsańszczyzny, Chełmszczyzny i Podlasia w latach 1944–1947. Autorzy podkreślali, że te wydarzenia również pozostają bolesną kartą historii dla ukraińskiego społeczeństwa, jednak często pozostają poza uwagą polskiego narratywu historycznego.
Osobno w dyskusji wspomniano o wydarzeniach tzw. pacyfikacji w 1930 roku, kiedy to polskie władze prowadziły akcje karne przeciwko ludności ukraińskiej i organizacjom społecznym w Galicji.
Kontekst
Po wyborze Karola Nawrockiego na prezydenta Polski, kwestia pamięci historycznej znalazła się ostatnio ponownie w centrum relacji polsko-ukraińskich. Temat tragedii wołyńskiej stał się jednym z kluczowych w jego publicznych wystąpieniach. Podczas uroczystości w Radrużu polski prezydent skrytykował zwolenników banderowskiej ideologii i tych, którzy używają jej symboliki, wzywając do jasnego potępienia zbrodni przeciwko ludności cywilnej.
Jednocześnie na Ukrainie coraz częściej pojawiają się apele, by mówić nie tylko o Wołyniu, ale także o innych kartach wspólnej historii – polityce polonizacyjnej, pacyfikacji ludności ukraińskiej, działalności Armii Krajowej, powojennych deportacjach i operacji „Wisła”.
Pomimo sporów wokół pamięci historycznej, Kijów i Warszawa w ostatnich latach starały się wznowić dialog w sprawie skomplikowanych kwestii historycznych. W szczególności strony uzgodniły przeprowadzenie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na miejscach pochówku ofiar konfliktów XX wieku. Jednak incydent w Radrużu pokazał, że nawet symboliczne gesty związane z miejscami pamięci mogą szybko stać się przedmiotem międzynarodowej dyskusji i zaostrzać dawne spory historyczne.
Obecnie oficjalnych wyjaśnień, dlaczego ukraińskie pochówki zostały przykryte siatkami maskującymi podczas uroczystości, strona polska nie podała.


Przypomnijmy, że na początku lipca między Kijowem a Warszawą nasiliła się dyskusja wokół pamięci historycznej po decyzji o nadaniu jednemu z pododdziałów Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA”. W odpowiedzi polski premier Donald Tusk oświadczył, że oczekuje od Ukrainy „pierwszego kroku” i „wyraźnego sygnału” w celu zmniejszenia napięcia w stosunkach dwustronnych.
W tym samym czasie Tusk poinformował, że otrzymał list od trzeciego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki z apelem o wspólne pracowanie nad refleksją nad trudnymi stronami historii i niedopuszczanie, aby przeszłość definiowała przyszłość stosunków ukraińsko-polskich.






