Przyczyną spornej sytuacji stało się postanowienie rady miasta o przedłużeniu dzierżawy działki o powierzchni 1933 m² na rok. Jednocześnie właściciele zostali zobowiązani do przygotowania projektu kompleksowej modernizacji rynku. W urzędzie miasta tłumaczą to potrzebą uporządkowania historycznej lokalizacji, natomiast właściciele nazywają takie warunki "naciskiem na biznes".
Dlaczego to miejsce budzi tyle emocji
Halycki Rynek przetrwał Austro-Węgry, rządy polskie, epokę sowiecką, chaotyczne lata 90. i obecnie działa podczas pełnoskalowej wojny. Jest to jedyny historyczny rynek w centrum Lwowa, który funkcjonuje nieprzerwanie od 134 lat.

Początkowo był to dziki targ na dzisiejszym pl. Halyckim, gdzie dziś stoi pomnik króla Daniela. Handel bezpośrednio z wozów i ziemi powodował brud, niehigieniczne warunki i przeszkadzał w ruchu w centrum miasta. Dlatego w 1891 roku władze miasta postanowiły przenieść rynek na specjalnie przygotowany teren w pobliżu klasztoru Bernardynów – dzisiejszego pl. Sobornego.

Już po dwóch latach wiedeńska firma End & Horn wzniósł tu kryty pawilon, który stał się częścią wielkiej modernizacji Lwowa. W czasach austriackich Halycki Rynek uznawano za jeden z najnowocześniejszych w Galicji. Posiadał żelazno-szklany szkielet, wodociąg, wentylację, chłodnie do przechowywania mięsa i ryb oraz wyraźny podział stref handlowych – rozwiązania, które jak na koniec XIX wieku były prawdziwą innowacją. Właśnie takim Halycki Rynek zapamiętało kilka pokoleń lwowiaków.

Dwie nieudane próby zamknięcia
W swojej historii rynek już dwukrotnie próbowano zlikwidować. Pod koniec lat 90. władze miasta proponowały jego zamknięcie ze względu na niehigieniczne warunki i plany rozwoju centrum miasta. W 2004 roku ówczesny burmistrz Lubomyr Bunyak planował zburzyć pawilony i zbudować na ich miejscu centrum handlowo-rozrywkowe. Oba razy rynek udało się obronić dzięki protestom sprzedawców i lwowiaków. Jednak w 2014 roku w sąsiedztwie rynku otwarto centrum handlowe "Roksolana".

Podobne wyzwania stoją również przed historycznymi rynkami w innych europejskich miastach. Zamiast zamykania, tam zazwyczaj wybiera się modernizację przy zachowaniu historycznej funkcji.
Tak, w Krakowie władze miasta przygotowują rekonstrukcję historycznego rynku Stary Kleparz. Projekt przewiduje odnowienie sieci inżynieryjnych, zagospodarowanie terenu i nowe zadaszenie, jednak sam rynek ma zachować swoją funkcję handlową.

A na przykład Bessarabski Rynek w Kijowie, gdzie w ubiegłym roku zakończono remont, łączy teraz tradycyjnych handlowców z food hallem. Szacunkowa wartość inwestycji w odnowienie rynku, zbudowanego na początku XX wieku, wynosiła około 150 milionów hrywien.

Jak rynek wygląda dzisiaj
Problemy Halyckiego Rynku stają się zauważalne już po kilku minutach od wejścia.
Historyczny pawilon, który pod koniec XIX wieku uważano za jeden z najnowocześniejszych w Galicji, dziś prawie nie przypomina siebie dawnego. Podczas rekonstrukcji w latach 2005–2007 jego otwarty żelazno-szklany szkielet ukryto za ceglanymi konstrukcjami, przestrzeń przearanżowano, a zamiast otwartych rzędów handlowych urządzono oddzielne, stacjonarne pawilony. Zniknęła większość elementów, które kiedyś wyróżniały pawilon wśród najlepszych europejskich rynków.

Dlaczego tak się stało, pytamy współwłaściciela Halyckiego Rynku Jurija Putasa.
Od pawilonu mięsnego przechodzimy do rzędów z towarami przemysłowymi. Przejścia między stoiskami miejscami są tak wąskie, że dwie osoby muszą się przepuszczać bokiem. O kupujących na wózkach inwalidzkich nie ma mowy. Jeśli dojdzie tu do pożaru, sytuacja może być jeszcze trudniejsza: normatywna szerokość przejazdu dla specjalistycznego sprzętu powinna wynosić co najmniej 3,5 metra, podczas gdy niektóre przejścia na rynku są zwężone do około dwóch.

Sami sprzedawcy narzekają przede wszystkim na warunki pracy. Jesienią i zimą na otwartych rzędach jest zimno, więc podczas silnych mrozów część przedsiębiorców w ogóle nie wychodzi handlować. Latem problem jest odwrotny – w zamkniętym pawilonie robi się duszno, mówi sprzedawczyni, i dodaje o handlu:

Przy wyjściu wąskie przejście nagle blokuje tragarz przewożący na wózku tuszę mięsa. Trzeba przycisnąć się do ściany, żeby go przepuścić. Innej trasy po prostu tu nie ma. Tuszę przewożą przez otwartą strefę handlową, bez opakowania ochronnego, kilka centymetrów od kupujących.
Właśnie te szczegóły najlepiej wyjaśniają, dlaczego dziś prawie nikt nie zaprzecza, że Halycki Rynek wymaga modernizacji.

Co mówi współwłaściciel rynku
Na Halyckim Rynku mówią, że popierają zmiany. Jednak, zwracając się w tym roku do rady miasta z prośbą o przedłużenie dzierżawy działki na 10 lat, otrzymali roczną umowę. Jednocześnie uchwała zobowiązuje właścicieli do przygotowania w tym czasie projektu kompleksowej modernizacji rynku – od rekonstrukcji rzędów handlowych i zagospodarowania terenu po zapewnienie dostępności dla osób o ograniczonej mobilności, zazielenienie i odnowienie wyglądu zewnętrznego.
Jurij Putas ocenia to jako ukryty nacisk na biznes ze strony władz. Jednocześnie podczas rozmowy współwłaściciel nie był w stanie odpowiedzieć na część pytań dotyczących bieżącej działalności rynku. W szczególności nie podał liczby przedsiębiorców pracujących na rynku, nie sprecyzował, ilu sprzedawców korzysta z miejsc handlu wiejskiego, a także nie wyjaśnił zasady, według której poszczególni sprzedawcy płacą za miejsca handlowe. Jednak Jurij Putas zaznaczył, że rynek co miesiąc płaci około 60 tys. UAH czynszu za dzierżawę działki (720 tys. UAH rocznie).
Jurij Putas podał również jako przykład sytuację z pawilonem kwiatowym obok rynku. W ubiegłym roku LMR również udzieliła prawa dzierżawy tej działki na rok, chociaż zdaniem właścicieli umowa powinna zostać zawarta na dziesięć lat. Sąd apelacyjny stanął po ich stronie, jednak teraz tę decyzję rozpatruje Sąd Najwyższy.
Zdaniem prawników rynkowych, niewypełnienie tych wymogów rady miejskiej może stanowić podstawę do dalszych działań ze strony władz, które mogą zagrozić zamknięciem rynku.
Czy tak jest w rzeczywistości?
Czy rada miejska może odmówić przedłużenia dzierżawy gruntu, jeśli przedsiębiorca jest właścicielem budynków rynkowych?
Ustawa mówi, że może. Ale tylko na podstawie przepisów prawa, co jest potwierdzone Kodeksem gruntowym i Ustawą „O dzierżawie ziemi”.
Pierwsza możliwość – jeśli ziemia jest potrzebna wspólnocie na cele publiczne. Na przykład do poszerzenia drogi, budowy węzła komunikacyjnego lub urządzenia przestrzeni publicznej. W takim przypadku prawo przewiduje możliwość wykupu nieruchomości na cele publiczne lub jej przymusowego wywłaszczenia w przypadkach i trybie określonym prawem, z poprzednim i pełnym odszkodowaniem jej wartości. Takie przypadki reguluje Ustawa Ukrainy „O wywłaszczeniu gruntów, innych nieruchomości na nich położonych, będących własnością prywatną, na cele publiczne lub z motywów publicznej potrzeby”. Konstytucja Ukrainy również wymaga poprzedniego i pełnego odszkodowania wartości nieruchomości w przypadku przymusowego wywłaszczenia.
Druga możliwość – zmiana dokumentacji urbanistycznej. Jeśli plan generalny lub szczegółowy plan terenu określi inne przeznaczenie tego terenu, na przykład określi go jako teren infrastruktury transportowej lub przestrzeni publicznej, wykorzystanie ziemi pod rynek może być sprzeczne z nowym przeznaczeniem. Jeśli nowe przeznaczenie terenu uniemożliwi dalsze wykorzystanie gruntu zgodnie z dokumentacją urbanistyczną, może to być jeden z prawnych argumentów przy rozstrzyganiu kwestii zawarcia nowej umowy dzierżawy.
Jednak w obecnej sytuacji jedną z najbardziej realistycznych podstaw może być niewypełnienie przez właściciela warunków określonych w uchwale rady miejskiej, w szczególności dotyczących przygotowania projektu modernizacji rynku, co może być argumentem do odmowy zawarcia nowej umowy dzierżawy po zakończeniu obecnej.
W takim przypadku powstaje trudna sytuacja prawna: budynki rynkowe pozostają własnością prywatną, jednak obecne prawo do korzystania z gruntu pod nimi może nie istnieć. Nie przerywa to prawa własności do budynków, jednak tworzy spór prawny dotyczący dalszego uregulowania prawa do korzystania z gruntu. Jednocześnie prawo opiera się na zasadzie jedności losu prawnego gruntu i położonej na nim nieruchomości, utrwalonej, w szczególności, w art. 120 Kodeksu gruntowego Ukrainy i art. 377 Kodeksu cywilnego Ukrainy.
Co mówią w radzie miejskiej
We Lwowskiej Radzie Miejskiej zapewniają, że decyzja o udzieleniu ziemi w dzierżawę tylko na rok nie oznacza zamiaru zamknięcia Rynku Halickiego. Dyrektorka departamentu prawnego Helena Pajonkiewicz w komentarzu dla „Twojego Miasta” podkreśla, że rada jako właściciel gruntu ma prawo samodzielnie określać termin dzierżawy.
Rada miejska również nie zgadza się z twierdzeniem właścicieli o „automatycznym przedłużeniu” umowy dzierżawy. Według Pajonkiewicz, kilka lat temu prawo się zmieniło i teraz nie chodzi o przedłużenie obecnej umowy, ale o udzielenie gruntu w dzierżawę na nowy okres.
Jeśli chodzi o obawy dotyczące możliwego zamknięcia Targu Halickiego, władze miasta podkreślają: decyzja o jego dalszym funkcjonowaniu zależy nie od miasta, ale od właścicieli.
Strach o przyszłość
Pomimo zapewnień rady miasta, największą niepewność odczuwają sami sprzedawcy. Dla wielu z nich Targ Halicki to jedyne miejsce pracy od wielu lat. Najbardziej obawiają się nie samej rekonstrukcji, ale tego, że po niej mogą stracić swoje miejsca handlowe lub nie wytrzymać wzrostu czynszu.
Inni martwią się, że po odnowieniu targu czynsz może znacząco wzrosnąć.
Ponadto większość przedsiębiorców odmawia otwartego komentowania sytuacji. Jedni proszą o zwracanie się do kierownictwa targu, inni po prostu nie chcą mówić o konflikcie.
Jak lwowianie widzą przyszłość targu
Podczas gdy rada miasta i właściciele rozmawiają o warunkach najmu, większość lwioawian, z którymi rozmawiało „Tvoje misto”, mówi o czymś innym. Niemal wszyscy wyrazili zaniepokojenie możliwym zamknięciem Targu Halickiego, a także niezadowolenie panującymi tam porządkami i zbyt wysokimi cenami.
Mieszkanka centrum Lwowa Hanna jest przekonana, że po odnowieniu targ powinien odzyskać swoje główne przeznaczenie – być miejscem, gdzie przyjeżdżają sprzedawać własne produkty chłopi.
Jednocześnie lwioawianka Iryna, która mieszka w pobliżu i przychodzi na Targ Halicki od około 30 lat, uważa, że rekonstrukcja jest od dawna potrzebna. Jej zdaniem, targ stracił swój historyczny charakter, a warunki handlu i bezpieczeństwa budzą dziś wiele pytań.
Lwówianka Justyna mówi, że w ostatnich latach prawie przestała chodzić na Halicki Rynek. Jej zdaniem, stracił on nie tylko wygodę, ale i swoją historyczną atmosferę.
Nina mieszka niedaleko rynku i pamięta czasy, kiedy przyjeżdżali tu chłopi ze swoimi produktami. Mówi, że dzisiaj Halicki Rynek już nie pełni tej roli, jednak nie wyobraża sobie jego zniknięcia.
Historyk i archeolog Mykoła Bandriwski, który od wielu lat bada dziedzictwo historyczne Lwowa, jest przekonany: dzisiaj głównym pytaniem nie jest już odtworzenie pawilonu austriackiego.
Jego zdaniem, przede wszystkim należy zachować sam Halicki Rynek jako miejsce historyczne, które od ponad stu lat pozostaje częścią życia miasta.
Przez ponad 130 lat Halicki Rynek przeżył zmiany władz, próby zamknięcia, gruntowną przebudowę i konkurencję z nowoczesnymi centrami handlowymi. Prawie wszyscy, z którymi rozmawiało „Twoje Miasto”, zgadzają się: rynek trzeba odnawiać. Ale jednocześnie wszyscy chcą, aby po tej modernizacji pozostał właśnie rynkiem – miejscem, do którego przychodzi się nie tylko po zakupy, ale i po tę atmosferę, którą pamiętają pokolenia lwowian.
Kiedy opuszczamy Halicki Rynek, on żyje swoim zwykłym życiem. Sprzedawcy czekają na kupujących, a kupujący niespiesznie przechodzą między stoiskami. Ale właśnie teraz decyduje się, jaki ten rynek będzie za kilka lat i czy rozpoznają go ci, którzy przychodzili tu jeszcze w dzieciństwie.
Całkowita lub częściowa reprodukcja tekstu bez pisemnej zgody redakcji jest zabroniona i uważana za naruszenie praw autorskich.





