Benjamin Patton jest wnukiem generała George’a S. Pattona Jr. i synem generała dywizji George’a S. Pattona IV, weterana wojen w Wietnamie i Korei.
Jako wnuk generała George’a S. Pattona Jr. i syn dwugwiazdkowego generała, od dziecka pamiętam siebie wśród żołnierzy.
Ale w zeszłym tygodniu, podczas kręcenia filmu dokumentalnego o szybkim rozwoju branży dronów na Ukrainie, dowiedziałem się o współczesnej wojnie więcej, niż mogłem sobie wyobrazić. Niedaleko od frontu spotkałem operatora dronów, który analizuje lekcje wojny i dzieli się nimi na swoim koncie w X, gdzie ma ponad 100 tysięcy obserwujących.
Przeprowadziłem również wywiad z wojskowym, który niedawno został Bohaterem Ukrainy (odpowiednik naszego Medalu Honoru) za prawie tysiąc udanych misji dronowych – w wieku 21 lat. Rozmawiałem też z żoną operatora dronów, która założyła organizację społeczną „Dzyga’s Paw” (nazwaną na cześć ich psa). Zebrała ponad 5 milionów dolarów darowizn z całego świata na części do dronów. Imponujące jest, że te komponenty można złożyć i uruchomić w strefie działań wojennych w mniej niż 15 minut – a każdy kosztuje mniej niż tysiąc dolarów.
W eskorcie w vanie z przyciemnianymi szybami zostaliśmy przetransportowani do tajnego podziemnego centrum dowodzenia, które działa non-stop. Trafiliśmy do kompleksu pomieszczeń z miejscami do odpoczynku i ścianami z ekranów LED, śledzącymi dziesiątki jednoczesnych ataków dronów w czasie rzeczywistym. To robi wrażenie.
Niewielu amerykańskich polityków – nie wspominając o naszych sojusznikach – ma wystarczające pojęcie o złożoności, skali i niszczycielskiej sile tego zaawansowanego systemu stworzonego w warunkach wojennych.
Ukraina faktycznie samodzielnie otworzyła nową, rewolucyjną epokę prowadzenia działań wojennych w powietrzu, na morzu i na lądzie. Podstawą tej jest ścisła współpraca i wsparcie między wojskiem a cywilami. Przypomina to czasy Rewolucji Amerykańskiej, kiedy żony towarzyszyły swoim mężom-żołnierzom, pomagając im jedzeniem, ubraniem i opieką.
W tym roku Ukraina planuje opracować i wyprodukować do 7 milionów dronów – to około 19 tysięcy dziennie – które będą pokrywać powietrze, ląd i morze. Wśród nich są drony rozpoznawcze, skanujące teren; drony uderzeniowe, które wybuchają przy uderzeniu; a także drony przeciwpancerne, które z dużą precyzją trafiają w czołgi, wyrzutnie rakiet, umocnienia i okręty. Niedawno jeden z dowódców wojskowych opowiedział mi o operacji, podczas której dron za 500 dolarów zniszczył rosyjski system obrony przeciwlotniczej za 25 milionów dolarów – różnica w cenie wynosi 50 tysięcy razy.
O wartości ukraińskich dronów świadczy również zeszłotygodniowe oświadczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o gotowości do dostarczania sojusznikom w krajach Zatoki Perskiej do tysiąca dronów dziennie wraz z pilotami i szkoleniem.
Imponujące jest obserwowanie tego systemu w akcji: operatorzy daleko od frontu starannie wybierają cele, aby uniknąć ofiar wśród cywilów. Wszystko to wykonują żołnierze w różnym wieku – często z tym charakterystycznym połączeniem pewności siebie i powagi, które jest typowe dla ludzi pod presją.
Podróżując po kraju w względnym bezpieczeństwie (chociaż mój telefon stale informował o zagrożeniach rakietowych), rozmawialiśmy zarówno z dowódcami, jak i z szeregowymi żołnierzami.
Prawie każdy z nich wyrażał tę samą obawę: że do momentu zakończenia wojny dostęp do technologii dronów stanie się tak powszechny, że nawet ekstremiści lub inne niebezpieczne osoby będą mogli ich używać do terroryzowania gdziekolwiek i kiedykolwiek. Jednocześnie ci sami żołnierze mówią, że są gotowi dzielić się swoim doświadczeniem z sojusznikami, aby „razem stawać się silniejszymi”.
Najbardziej marzą o powrocie do spokojnego życia z gwarancjami bezpieczeństwa, na które, jak sądzę, zasługują – między innymi poprzez przystąpienie do Unii Europejskiej i NATO, czego Zełenski domaga się od wielu lat.
W dzieciństwie moja rodzina spędzała lato, podróżując po miejscach historycznych bitew. Wtedy ojciec często powtarzał radę, którą otrzymał od swojego ojca: „Zwycięstwo zapewnia nie broń, ale niezłomna natura człowieka”.
Przez te dwa tygodnie na Ukrainie zobaczyłem jedno i drugie.
Opinja została opublikowana w „The Kyiv Independent” i „Твоє місто”.





