W nocy z 23 na 24 maja Rosja przeprowadziła jeden z najbardziej zmasowanych połączonych ataków na stolicę od początku pełnoskalowej inwazji. Według Sił Powietrznych i władz ukraińskich, po Ukrainie wystrzelono około 90 rakiet różnych typów, w tym 36 balistycznych, a także prawie 600 dronów. W Kijowie poszkodowanych zostało 86 osób, dwie zginęły. Zniszczenia odnotowano w około pięćdziesięciu lokalizacjach – od budynków mieszkalnych po szkoły, centra handlowe i budynki administracyjne.
Obok zniszczonych fasad stoją babuszki z kwiatami.
Sprzedają bukiety tuż przy miejscu uderzenia.
Jakby przypominając: życie tutaj się nie skończyło.
Po jednym z najbardziej zmasowanych połączonych ataków na Kijów Łukjaniwka stała się jednym z głównych symboli tej nocy. Rosyjskie uderzenie uszkodziło budynki mieszkalne, targ, metro i centrum handlowe „Kwadrat”. Część dzielnicy do dziś jest usiana odłamkami, a ratownicy wciąż rozbierają gruzy.

Tej samej nocy Rosja uderzyła również w obwód kijowski. Według rzecznika prasowego Sił Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy Jurija Ihnata, okupanci użyli średniego zasięgu rakiety balistycznej RS-26 „Rubież”, znanej jako „Oriesznik”. Uderzenie zanotowano w Białej Cerkwi. Według Sił Powietrznych, rakietę wystrzelono z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim FR.
Czytaj także: Ukrainę zaatakowano dziś rakietą balistyczną „Oriesznik”: co wiadomo
Nad miejscem uderzenia na Łukjaniwce słychać syreny specjalistycznego sprzętu i łomot metalu. Strażacy z Państwowej Służby Sytuacji Nadzwyczajnych bez słowa wynoszą fragmenty konstrukcji. Ludzie wokół – też przeważnie milczą. Tylko z rzadka ktoś ociera łzy lub dzwoni do kogoś telefonem ze słowami: „To po prostu horror…”
Mimo to, metro już działa. Kursują marszrutki. W pobliżu otwarte są kawiarnie i sklepy z kwiatami. Kijów, nawet po nocy z pociskami balistycznymi i setkami dronów, próbuje żyć dalej.
Obok zniszczonej dzielnicy spotykamy Tatianę – kucharkę jednej z pobliskich restauracji. Mówić o tym, co przeżyła, jest jej trudno.
Czytaj także: Nocny atak na Kijów: zniszczono Muzeum „Czarnobyl”, uszkodzono MSZ i zabytki historyczne
Tatiana opowiada, że podczas ataku znajdowała się w restauracji w pobliżu. Mówi: po tej nocy najbardziej boli nawet nie fala uderzeniowa, ale to, że dzielnica, która była zwyczajna i tętniąca życiem, teraz przypomina ruinę.

Gdy rozmawiamy, mijają nas ludzie z telefonami. Prawie wszyscy fotografują skutki uderzenia. Ktoś nagrywa wideo w milczeniu. Ktoś płacze po prostu na środku ulicy.
Starsza mieszkanka Kijowa, Ołena, stoi niedaleko zniszczonej Łukjaniwki i patrzy na dzielnicę, jakby jej nie rozpoznawała.
Wspomina noc wybuchów w szczegółach: jak trzeszczały drzwi w mieszkaniu, jak ludzie siedzieli w korytarzach i prawie do rana nie mogli zasnąć.

Ołena dużo mówi o zrujnowanym Łukjaniwskim Targu. Dla niektórych to po prostu stragany, ale dla mieszkańców dzielnicy – część codziennego życia i historii Kijowa.
Mężczyzna mówi, że Ukraińcy już częściowo przyzwyczaili się do alarmów powietrznych, ale nie do takiej skali zniszczeń.
Czytaj także: Atak na Kijów: Kliczko mówił o liczbie poszkodowanych w szpitalach miasta
To właśnie te babuszki z kwiatami teraz, prawdopodobnie, najdokładniej opisują Łukjaniwkę po uderzeniu.
Wokół – wybite okna, poczerniałe fasady i szkło pod nogami. Ale pośród tego stoją wiadra z piwoniami, różami i rumiankami.

Kilka metrów dalej – zrujnowane centrum handlowe „Kwadrat”. Obok niego pracownicy, którzy jeszcze wczoraj wychodzili tu na zmianę, dzisiaj ze łzami patrzą na zdewastowany budynek.
Jedna z pracownic centrum handlowego mówi: największym szczęściem jest to, że wszyscy przeżyli.
Ale po chwili ciszej dodaje:
Obok stacji metra słychać łomot pociągów. „Łukjanivska” wznowiła już pracę, chociaż jedno z wyjść jest nadal zamknięte. Ludzie wsiadają do metra niemal codziennie, jakby próbując przywrócić miastu zwyczajny rytm.
Czytaj także: Uszkodzone vestybuły stacji metra „Łukjanivska” i „Chreszczatyk” wznowiły pracę
Studentka Jelizawieta mówi, że ta okolica jest dla niej częścią codziennego życia.
Wspomina ludzi, którzy podczas ataku ukrywali się w metrze.

Według świadków, w nocy stacja była przepełniona. Ludzie siedzieli na podłodze, obejmowali dzieci, czytali wiadomości i drżeli od każdego nowego wybuchu na górze. Po jednym z uderzeń ze stropu posypał się tynk, a w tłumie zaczęła się panika. Niektórzy płakali. Niektórzy po prostu wpatrywali się w jeden punkt.
I nawet po tym, już rano, Kijów ponownie wyszedł do pracy.
Czytaj także: Szest redakcji mediów zostało bez biur: w Kijowie w wyniku ostrzału poważnie uszkodzono infrastrukturę dziennikarską
W pobliżu miejsca uderzenia działają kawiarnie. Barmani przygotowują kawę dla ludzi, którzy przychodzą oglądać zniszczenia. Jeżdżą minibusy. Ktoś spieszy się do pracy. Ktoś ostrożnie omija odłamki szkła.

Łukjanivka dzisiaj to jednocześnie ból i upór wielkiego miasta. Dzielnica, która pachnie spalenizną. Dzielnica, w której płaczą ludzie. Dzielnica, w której sprzedają kwiaty pośrodku ruin.
Dzielnica, która po jednej z najstraszniejszych nocy dla stolicy i tak obudziła się i kontynuowała życie.





